Magazyn dla rodziców i dzieci.

 

GAŁKA OD ŁÓŻKA – Mary Norton

0
  31/07/2011  |   Kategoria  Kto czyta nie błądzi
clip_image002




GAŁKA OD ŁÓŻKA – Mary Norton Mroczną i tajemniczą atmosferę swoich opowieści zawdzięcza autorka rodzinie. A właściwie rodzinnej posiadłości. Mary Norton wychowała się bowiem w prawdziwym gregoriańskim domu, w którym obowiązywały surowe zwyczaje i ściśle określone tradycje. Tajemnicza nauczycielka, panna Price, jedna z bohaterek powieści, mieszka właśnie w takim dziwnym domu. Dziwnym z punktu widzenia dziecięcych bohaterów tej opowieści – Kasi i Pawełka. Weźmy na przykład pracownię nauczycielki (czy aby na pewno jest ona zwykła nauczycielką? Gdy zwichnęła sobie nogę, dzieci zauważyły, ze nie podpiera się laską, ale zawsze ma przy sobie dziwną miotłę…). Podłoga wyłożona była kamiennymi płytami, a wokół ścian stały drewniane półki. Pomieszczenie było dość ciemne, ponieważ nie było tam okna. Na półkach stały różnej wielkości słoje i pudełka. Najdziwniejsza jednak była ich zawartość. Ropuchy, zajęcze łapki, skrzydła nietoperzy, wątroba smoka… Wśród papierów leżących na stole w oczy rzucał się zeszyt z napisem CZARY I ZAKLĘCIA. Na pewno nie była to domowa spiżarnia! Tak naprawdę najważniejszym przedmiotem w całej tej historii jest tytułowa gałka od łóżka. Daje ona jej właścicielom magiczną moc przenoszenia się w najbardziej odległe strony świata. Jest tylko jeden warunek – nikomu nie wolno wyjawić tajemnicy mosiężnej gałki. Nie można się pochwalić, nie można opowiedzieć, co się widziało w dalekich krainach. Książka Mary Norton ma jeszcze dwie zalety. Po pierwsze tłumaczenie Ireny Tuwim. Najlepsze z możliwych. I takiego wydania trzeba szukać. Po drugie – ilustracje, które są dziełem Jana Marcina Szancera. Wybitnego artysty, o którym pisali jego przyjaciele poeci, na przykład Jan Brzechwa: Jan Marcin Szancer - malarz dziecięcych marzeń
Dwa dziurawe buty szły po podłodze. W każdym bucie było po jednej nodze. A na dwóch nogach ubranych w spodnie Jan Marcin Szancer przechadzał sie godnie. To ten artysta, słynny ilustrator, Znany od Amsterdamu aż po Ulan Bator. Jan Marcin Szancer psa rudego miał, Pies ten był rasy, co sie zwie czau-czau I nie używa języka hau-hau. Gdyż na przekor psim obyczajom Psy czau-czau mruczą, ale nie szczekają. Otóż pies ten codziennie od rana Mruczał u nóg swego pana I łasił sie do niego dopóty Aż z miłości zaczął obgryzać mu buty. Taką sobie wymyślił zabawę. Dlatego właśnie buty te były dziurawe.

Autor © :  Beata ,  napisz do autora : email


Autor

MK
MK


0 komentarzy



Skomentuj


Odpowiedz


(wymagane)