Magazyn dla rodziców i dzieci.

 

ANTYGONA. Sofokles.

0
  31/08/2012  |   Kategoria  Kto czyta nie błądzi
antygona




              

 

 

 

 

 

 

” Siła jest dziwów, lecz nad wszystkie sięga dziwy człowieka potęga”

To komentarz Chóru  rozpoczynający Stasimon I „Antygony”. Zachwyt czy rozczarowanie? Zrozumienie czy zlekceważenie? Ano właśnie. Do próby odpowiedzi na trudne pytania związane z człowiekiem, jego poczuciem odpowiedzialności za siebie i innych, ludzką samotnością czy koniecznością poświęcenia się, złożenia ofiary – skłania nas, czytelników dzieło Sofoklesa. I bardzo dobrze.  W życiu niczego nie dostajemy na tacy, nie ma rzeczy i zdarzeń tylko łatwych i przyjemnych. Wykazując się (lub nie) rozumem i uczuciami podejmujemy decyzje, które ważą niestety nie tylko na naszym życiu. Dzieła takie jak „Antygona” pozwalają w bezpieczny sposób „przećwiczyć” swoje nastawienie, poszukać odpowiedzi, sprawdzić, kim tak naprawdę jesteśmy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ten przyjemny, acz trochę zimny (by nie powiedzieć kamienny) wizerunek to Sofokles – mistrz słowa starożytnej Grecji. Urodził się w 496 roku p.n.e. w Kolonos, na przedmieściach Aten. Pochodził z dość zamożnego domu, gdyż jego rodzina, trudniąca się produkcją broni, wzbogaciła się w czasie wojny z Persją. W związku z tym mały Sofokles miał zapewnioną kosztowną naukę u najlepszych nauczycieli. Ponieważ wychowywano go w zgodzie z ówczesnymi wzorcami – pobierał nie tylko lekcje tańca, śpiewu, gimnastyki, ale i muzyki czy poezji.

Inwestowanie w wiedzę i umiejętności syna zaowocowało jego wyborem na przewodnika chóru chłopięcego, który brał udział w uroczystościach na cześć Apollina po zwycięstwie Greków nad Persami w 480 roku p.n.e. A to było naprawdę wielkie wyróżnienie.  Młody Sofokles zaprezentował się także jako aktor odtwarzający role kobiece.

W 443/442 został jednym ze skarbników Związku Morskiego Aten. Dwukrotnie ujawnił swój talent stratega – razem z Peryklesem w czasie wojny z Samos (441/439) i w 428 roku p.n.e. W latach 413/411 był także członkiem probulów – oligarchicznych komisarzy przygotowujących zmianę ustroju Aten.

Jego  żona Nikostrata dała mu kilku synów, z których Iofon kontynuował literackie pasje ojca. Natomiast Theoris, jego kochanka,  była matką Aristona, którego syn, także Sofokles, po śmierci dziadka doprowadził do wystawienia jego ostatniej sztuki „Edyp w Kolonie”. Taka sobie zwykła, artystyczna rodzinka.

Jeśli chodzi o twórczość Sofoklesa, należy wspomnieć, że jej początek to rok 468, kiedy to (jeszcze wtedy młodzieniec) – odniósł zwycięstwo nad utytułowanym Ajschylosem, pokonując go w dionizyjskich zmaganiach tragików. Z około trzydziestu tetralogii, które napisał, większość plasowała się na pierwszym miejscu, niektóre na drugim. Gorszych pozycji nie było. Do naszych czasów w całości zachowało się siedem tragedii.

Sofokles wyróżnił się także rewolucyjnymi, jak na owe czasy, zmianami w teatrze greckim. To on wprowadził na scenę trzeciego aktora, dzięki czemu można było zwiększyć ilość postaci występujących w dramacie. Powiększył chór z dwunastu do piętnastu osób. To jemu także zawdzięczamy pierwsze malowane dekoracje. Zerwał z tradycją łączenia sztuk wiążących się ze sobą treścią w trylogię.

Spośród tragedii Sofoklesa największy wpływ na późniejsze epoki miał  niewątpliwie „Król Edyp”, do którego nawiązują miedzy innymi Racine czy Wolter, ale trzeba wspomnieć i „Antygonę” (i jej echa na przykład u Brechta).

Zmarł w sędziwym wieku, dożywszy dziewięćdziesięciu lat,w 406 roku p.n.e. Ponieważ brał czynny udział w sprowadzeniu do Aten kultu Asklepiosa, po śmierci dostąpił heroizacji pod imieniem Desksjona.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„Antygona” to chyba najbardziej znane z dzieł Sofoklesa. Nie bez kozery jest fakt, że od lat znajduje się w zestawie lektur szkolnych. Temat utworu został zaczerpnięty z mitu tebańskiego. Oto Lajos, syn Labdakosa, sprawiedliwie rządzi w Tebach. Pewnego dnia ściąga jednak na siebie gniew króla Pelopsa. Lajos uwiódł bowiem syna Pelopsa, królewicza Chrysipposa. Ojciec postanawia się zemścić i rzuca na Lajosa klątwę. O tym czego ona dotyczy władca Teb dowiaduje się , gdy odwiedza delficka wyrocznię. Tam właśnie słyszy, że jego syn ma go zabić i poślubić żonę, Jokastę, czyli swoją matkę. Ponieważ słowa wyroczni były święte, Lajosowi nawet nie przyszło do głowy wątpić w ich prawdziwość. I co teraz zrobić? Poddać się losowi czy próbować zmienić przyszłość? Oczywiście król wybiera lepsze według niego rozwiązanie i gdy żona rodzi syna, nakazuje służącemu pozbyć się niemowlęcia. Ma przebić maluchowi stopy, aby szybko zwęszyły go dzikie bestie i porzucić w górach Kitajronu. Jakim trzeba być jednak człowiekiem, by zabić bezbronne niemowlę? Dobry człowiek nie jest w stanie tego zrobić i oddaje dziecko pasterzowi z Koryntu, który z kolei zanosi je do króla i królowej. W ten sposób Polibos i Meropa, którzy sami nie doczekali się potomka, otaczają dzieciątko opieką i uznają za syna. Nadają mu imię Edyp związane z jego poranionymi stópkami (od Oidipous – człowiek z opuchniętymi nogami). Tak Edyp dorasta w nieświadomości swego pochodzenia. Co prawda złośliwe języki coś tam podszeptują, ale rodzice czuwają nad tym, aby syn nie dowiedział się prawdy. Do czasu.

Jak to było w zwyczaju, pewnego dnia Edyp udaje się do wyroczni. Cóż tam może usłyszeć poza prawdą… Biedny dowiaduje się, że zabije ukochanego ojca i poślubi własną matkę! Chcąc uchronić najbliższych przed losem, jaki przepowiedziano im w Delfach, Edyp porzuca rodzinny dom i udaje się na tułaczkę. Na swej drodze spotyka Lajosa. Zmęczony młodzieniec nie uskoczył zbyt szybko przed rozpędzonym orszakiem króla Teb. Dochodzi do kłótni i walki, w której Lajos ginie z ręki Edypa, swego syna. Przepowiednia zaczyna się sprawdzać.

Po śmierci króla rządy w Tebach przejmuje Kreon. Nie jest tam jednak bezpiecznie –  nawiedza je straszliwy potwór – Sfinks. Gnębi on mieszkańców, a żaden waleczny wojownik nie jest w stanie go pokonać. Sfinks zadaje bowiem śmiałkom zagadkę, na którą nikt nie zna odpowiedzi. W związku z tym kolejni odważni giną w paszczy potwora. Bezradny Kreon ogłasza, że kto pokona bestię, otrzyma w nagrodę rękę królowej, czyli Jokasty. Edyp bez problemu odnajduje rozwiązanie zagadki i poślubia własną matkę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Druga część przepowiedni sprawdza się co do joty. Z tego związku rodzą się synowie – Eteokles i Polinejkes i córki – Antygona i Ismena.

 

 

 

 

Wygląda na to, że wszystko będzie toczyć się szczęśliwie, ale po latach na Teby spadają liczne klęski. Nikt nie wie, jak im zaradzić. Znów o radę zwrócono się do wyroczni, która oznajmiła, że klęski się skończą, gdy znaleziony i ukarany zostanie zabójca Lajosa. Niestety w wyniku śledztwa przeprowadzonego przez Edypa na światło dzienne wychodzi fakt, że to on właśnie jest poszukiwanym mordercą. Na wieść, ze jest żoną własnego syna, Jokasta popełnia samobójstwo. Edyp okalecza się i rusza na wygnanie… Tyle mit.

Ponieważ „Antygona” opiera się na wspomnianym micie, nie na treści, ale na bohaterach skupimy swoją uwagę. Na początek tytułowa Antygona. Jej dwaj bracia, Eteokles i Polinejkes zginęli w bratobójczej walce. Tebami znów rządzi Kreon, brat Jokasty. To on wydaje zakaz pochówku Polinika, którego uznał za zdrajcę ojczyzny, a zdrajcom nie należy się królewski pogrzeb. Jego zwłoki  powinny leżeć pod murami, skazane na dzioby, pazury i paszcze łakomych padlinożerców. Antygona nie może pogodzić się z takim wyrokiem. Chce być wierna prawom boskim nakazującym odpowiednie rytuały, ale i miłości do brata. Niestety w swej decyzji jest sama. Lękliwa Ismena nie ma odwagi przeciwstawić się woli Kreona, nie pomoże siostrze. Antygona wie, czym ryzykuje. Bierze na siebie odpowiedzialność za spełnienie rodzinnego obowiązku i  nie obawia się konsekwencji. Może nie tyle nie obawia się, co godzi się z nimi. Tak musi po prostu być. Przysypuje ziemią ciało brata, ale strażnicy odkopują zwłoki. Pilnują jeszcze uważniej i  w konsekwencji przyłapują Antygonę na gorącym uczynku, gdy ta wraca po raz kolejny spełnić swój obowiązek.  Nie boi się swego losu, choć wie, co ją czeka. Jest dumna z tego, co zrobiła. Wypowiada słynne zdanie:

                  „Współkochać przyszłam, nie współnienawidzić.”

Nie pozwala Ismenie wziąć części winy na siebie. Być może powoduje nią duma, ale być może troska o delikatniejszą i bardziej bezbronną siostrę. Tak naprawdę Antygona też jest kobietą wrażliwą. Jej postawa, zachowanie, siła są na pewno zewnętrznymi przejawami pewnych cech jej charakteru. Ona musi być silna, bo nie ma już męskiego przedstawiciela jej rodu, który mógłby zając jej miejsce w walce o godność i pośmiertne życie  Polinika. Gdy skazana na śmierć głodową zostaje sama w ponurej jaskini, rozpacza nad własnym losem. Nad tym, że traci młodość, nie zazna starości, że nie będzie jej dane urodzić syna. Nie chce czekać na okrutną śmierć. Wiesza się na własnej chuście.

Kreon chce być władcą mądrym i sprawiedliwym. Zakaz grzebania zwłok Polinejkesa jest w jego rozumieniu słuszny. Przecież to Polinik najechał na Teby. To on stanął twarzą w twarz z bratem, który jako władca bronił ojczyzny i poddanych. To on przyczynił się do śmierci prawowitego króla. Dla zdrajców nie ma litości. Kreon wierzy, że jego decyzja umocni władzę w Tebach. Pokaże, że nikt nie stoi ponad prawem. Nie słucha Hajmona, który przedstawia mu opinię ludu wzruszonego losem Antygony. Skazuje dziewczynę na śmierć głodową – powolną i okrutną. Jest przekonany, że w ten sposób zachowa autorytet władcy, dla którego nie są ważne rodzinne więzy, ale sprawiedliwy wyrok. W rezultacie Kreon ponosi klęskę za klęską. Gdy decyduje się uwolnić Antygonę, znajduje u jej stóp ciało swego syna. Żona w wielkiej rozpaczy odbiera sobie życie, przeklinając męża. Kreon pragnie teraz  tylko swej śmierci.

Ismena jest w przeciwieństwie do Antygony przerażona sytuacją, w jakiej się obie znalazły. Boi się ryzyka, nie chce podejmować decyzji sprzecznych z wolą króla. Jednak w chwili ostatecznej rozmowy z Kreonem bierze na siebie część winy (na co nie zgadza się Antygona). To ważna chwila. Pokazuje , jak wiele jest w stanie zrobić, aby chronić rodzinę. Jej dobro i godność.

DRAMAT STAROGRECKI

Dytyramb to pieśń obrzędowa wykonywana ku czci Dionizosa. To właśnie z niego wyłoniła się tragedia, której budowa opiera się na dialogu między koryfeuszem i chórem. Koryfeusz dał także początek późniejszemu aktorowi, którego wprowadził TESPIS. Ponieważ biedaczek występował na scenie sam, musiał na siebie przyjąć kilka ról. Drugiego aktora dodał AJSCHYLOS, trzeciego – SOFOKLES. Równocześnie z tragedią powstawał dramat satyrowy. Akcji towarzyszył chór półzwierzęcych satyrów, któremu przewodniczył Sylen. Takich dramatów zachowało się jednak niewiele. Pozostała komedia – kształtowała się ona na bazie ludowej farsy jarmarcznej, a parodia i wulgarność były cechą tego gatunku. Na drodze literackiej ewolucji komedia jarmarczna zamienia się w sztukę wyższego lotu, piętnującą polityczne aktualności. Głównym jej przedstawicielem jest ARYSTOFANES.

BUDOWA DRAMATU

Przedstawienie rozpoczynał aktor wygłaszający zapowiedź – czyli prologos –  wstęp, w którym jedna z postaci informowała widzów o tematyce utworu i o tym, kto bierze udział w dramacie. Jednak właściwym początkiem była pieśń chóru wkraczającego na orchestrę – parodos. Wydarzenia rozgrywające się na oczach widzów podzielone były na pojedyncze epizody – epeizodia. Ich liczba była zmienna, od trzech do pięciu. Były one poprzedzielane komentarzem do akcji wygłaszanym przez chór – stasimonami.  czasami stasimon był zastępowany przez komos – rodzaj śpiewnego dialogu, jaki toczyli ze sobą chór i główny aktor. Końcowym elementem przedstawienia był exodos, czyli ostatnia pieśń chóru opuszczającego orchestrę.

Z dramatem związane jest także pojęcie akcji, czyli określonego przebiegu zdarzeń, które utrzymują widza w napięciu. To skupienie było przemyślanym zabiegiem konstrukcyjnym, który miał przyciągnąć uwagę widza. Temu miało służyć także użycie intrygi – niespodziewanych zwrotów akcji, niespodzianek, zaskakujących wybiegów. Natomiast nagła zmiana przebiegu akcji to perypetia.

TRAGEDIA

To najbardziej ceniony przez starożytnych gatunek dramatu. jej bohaterowie znajdują się w trudnej  sytuacji, są zwykle uwikłani w konflikt miedzy własnym działaniem a siłami wyższymi, którymi mogą być los, natura, interes społeczny czy normy moralne. O ich losie decydowało zazwyczaj przeznaczenie, od którego nie było ucieczki. Starożytni wierzyli, że każdy ma przydzielony z góry los, nad jego przebiegiem czuwają Mojry (rzymskie Parki). Kloto – “Przędząca”;  gr.Κλωθώ,  Lachesis – “Przeznaczająca”;  gr.Λάχεσις,  Atropos – “Nieodwracalna”;  gr.;Ἄτροπος. Mojry wyobrażano sobie jako trzy prządki przy pracy. Kloto przędła nić ludzkiego życia, Lachesis wyznaczała jej długość, Atropos w odpowiedniej chwili ją przecinała.

Istotą tragedii jest konflikt tragiczny polegający na istnieniu przeciwstawnych, równorzędnych racji, pomiędzy którymi nie sposób dokonać wyboru. Każde posunięcie bohatera zbliża go do katastrofy. Czasami tenże bohater popełnia tzw. nieszczęśliwe zbłądzenie (definicja Arystotelesa) – nie wie, że popełnia zbrodnię. Takie przeciwieństwo miedzy samoświadomością bohatera a rzeczywistością nazywamy ironią tragiczną. Z nią związana jest hamatria, czyli wina tragiczna, wynikająca ze złej oceny sytuacji przez bohatera. Ważną kategorią tragedii jest także pojecie katharsis. Dzieło antyczne miało celowo oddziaływać na reakcje i przeżycia odbiorców, wzbudzać w nich litość i trwogę i tym samym oczyszczać z takich doznań.  Pierwotnie Grecy przypisywali taką funkcję tańcom i muzyce. Z tragedii greckiej wywodzi się także pojecie tragizmu. To szczególny rodzaj konstrukcji losów bohaterów, usytuowanych w nierozwiązywalnym konflikcie tragicznym – konflikcie wartości i konieczności. Bohater, niezależnie od siły charakteru, szlachetności intencji, sprowadza na siebie zgubę – śmierć lub klęskę. Tragizm łączy się ze wzniosłością, realizować się może w różnych utworach literackich, ale szczególnie charakterystyczny jest dla tragedii.

 ANTYGONA – CECHY TRAGEDII

  • czas trwania utworu nie przekracza jednej doby
  • zdarzenia rozgrywają się w jednym miejscu – przed pałacem królewskim w Tebach
  • podporządkowane są jednemu wątkowi
  • brak scen zbiorowych
  • przejrzyście zarysowany konflikt racji, który stawia Antygonę przed koniecznością wyboru
  • każda z dróg wyjścia z sytuacji jest tragiczna
  • wydarzenia rozgrywają się zgodnie ze schematem gatunkowym
  • nad przebiegiem zdarzeń ciąży fatum

 

TEATR STAROŻYTNY

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W starożytnej Grecji była  widownia – theatron,  znajdowała się na wolnym powietrzu, rozłożona półkoliście na zboczach pagórków.Otaczała ona centralnie umiejscowioną scenę. W najstarszych teatrach rzędy stanowiły stopnie, na których widzowie stali, później były to kamienne siedzenia. Z czasem, oprócz theatronu, czyli właśnie widowni, oraz podium, na którym występowali aktorzy – proskenion, pojawił się również budynek służący do przebierania się aktorów oraz do wieszania dekoracji –  skene. Pomiędzy skene a theatronem  usytuowana była orchestra  z thymele (rodzaj ołtarza), stojącym pośrodku. Wokół niego występował chór, a niekiedy także aktorzy. Po obu bokach orchestry znajdowały się paradne przejścia parodos, służące do wprowadzania aktorów. Po roku 460 pojawiają się dekoracje malowane, a także mechaniczne urządzenia pozwalające na niespodziewane pojawienie się aktora. Stąd konieczne były podziemne przejścia pod orchestrą.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„” Siedzibą teatru mogło być początkowo każde miejsce, z którego mieszkańcy całego miasta oglądać mogli razem duże widowisko. Ustrój był demokratyczny, każdy miał prawo słyszeć i widzieć dobrze. Do tego celu nadawało się najlepiej naturalne zbocze wzgórza, u którego stóp płaska powierzchnia pomieścić mogła chór i aktorów. (…) W klasycznym teatrze greckim to naturalne miejsce przedstawienia, trochę przez architekta poprawione, stanowiło więcej niż techniczne rozwiązanie: łączyło się ściśle z treścią sztuki. Grek żył codziennie w najbliższej przyjaźni z przyrodą, i idea tragedii związek ten błogosławiła. (…) Przedstawienie rozpoczynało się o wschodzie słońca, kończyło z zachodem i trwało w sumie zwykle kilka dni. (…) Taka długość przedstawienia byłaby nużąca, gdyby teatr istniał tylko dla samej sztuki. Wtedy wzruszenie z artyzmu, płynące przez kilkadziesiąt godzin, zmieniałoby się w zmęczenie. Ale teatr był równocześnie konkursem poetyckim, przeglądem tańców, popisem muzycznym i wokalnym, a zarazem odświętnym miejscem spotkania całego miasta i zaproszonych gości. W tych warunkach, w powietrzu łagodnym, pobyt w teatrze mógł być miły. (…) Aktor był słabo widoczny z oddali, ale głos jego, dzięki znakomitej akustyce
i odpowiednio zbudowanej masce, słyszano z najdalszych miejsc. Dobierano więc aktorów według rodzaju głosu, zwłaszcza że w partiach ważniejszych musieli śpiewać jak w operze. Twarz zakrywała maska, dla ekspresji zostawała więc reszta ciała. Była ona w kostiumie kontrastowym lub jaskrawym dobrze widzialna. Dlatego aktor opanować musiał znakomicie sztukę mimu, pantomimy i tańca. (…) Niezmienna maska, którą aktor przywdziewał z początkiem, a składał po skończeniu przedstawienia, zachęcała do stworzenia typu bez pęknięć, bohatera, którego tylko los zniszczyć może. (…) Dla publiczności maska stanowiła najlepszy środek
informacji o przeznaczeniu aktora. (…) Tak prosto przebrani aktorzy grali na scenie zbudowanej nie mniej prosto i celowo.
U stóp amfiteatru znajdowała się okrągła powierzchnia, zwana o r c h e s t r ą, na której swobodnie poruszał się chór. Za czasów Sofoklesa i Ajschylosa całość przedstawienia rozgrywała się w tym miejscu. Później poza orchestrą, naprzeciw środkowych miejsc widowni, zbudowano nieszerokie prostokątne podwyższenie, na którym pokazywali się artyści. To miejsce nazywano p r o s k e n i  o n. W głębi znajdowała się fasada budynku z pięknymi kolumnami, o wyglądzie świątyni czy pałacu.
Ten budynek to s c e n a (skene, tj. buda). Front jego miał zwykle troje drzwi, przez które aktorzy wchodzili i wychodzili. Przez otwory te można też było wygodnie wytoczyć małą platformę dla pokazania zabitego za sceną tyrana. Wtedy akcja rozgrywała się na trzech poziomach: orchestra, proskenion i dach skene.” ( Andrzej Banach „O teatrze greckim”, fragment książki „Wybór maski”).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Maska tragiczna lub komiczna – męska bądź żeńska.

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 Wysoko upięta fryzura podwyższała sylwetkę, powłóczysta szata zakrywała ciało aktora i koturny, na których się poruszał.

 

 

 

 

 

 


Autor

B.J.


0 komentarzy



Skomentuj


Odpowiedz


(wymagane)