Mały człowiek

1
664

Pamiętam, gdy, jako dziecko, chciałem wypowiedzieć swoje zdanie, notorycznie mi przerywano. Za każdym razem doprowadzało mnie to do złości i czułem, że jest to niesprawiedliwe. Zdarzało się, że wielokrotnie rozpoczynałem to samo zdanie i nie mogłem go skończyć. Mistrzyniami przerywania moich wypowiedzi były przede wszystkim moje dwie ciotki; od kiedy pamiętam konwersacja z nimi była prawdziwą udręką. Czułem, że moje zdanie nie jest brane pod uwagę, że to co myślę i jak postrzegam dany problem nie jest istotne. Spowodowało to u mnie poczucie niskiej wartości, nie byłem bowiem zauważany i moje problemy również.

Z perspektywy czasu doszedłem do wniosku, że ludzie prowadzący rozmowę w wyżej wymieniony sposób, wyładowują na współrozmówcy swoją agresję, frustrację i niepowodzenia życiowe, a jak wiadomo – na młodszym, słabszym – najłatwiej. Często zapominamy, że dziecko to mały człowiek, a z uwagi na jego bezpieczeństwo nie pozwalamy mu na wiele rzeczy. Zauważyłem, że niektórym rodzicom przychodzi to bardzo łatwo, nawet w nieuzasadnionych przypadkach. Warto przemyśleć nasze zachowanie. Podczas wspólnych zabaw z naszym dzieckiem wyobraźmy sobie, że jest to nasz pomocnik, który wykonuje z nami pracę i nie posiada jeszcze potrzebnych ku temu kwalifikacji. Również przy codziennych domowych obowiązkach traktujmy dzieci po prostu jak małych ludzi, którzy bardzo chcą nam pomóc, ale im nie wychodzi. Postarajmy uzbroić się w cierpliwość.

Ja z podziwem obserwuję moją koleżankę, która wychowuje swoją 3-letnią córeczkę. Dziewczynka ma swoje zabawkowe spryskiwacze, gąbki i nawet odkurzacz. Podczas wspólnych porządków jest bardzo podekscytowana. Zdaję sobie sprawę, że być może ortodoksyjne feministki podniosą krzyk, że jest to powielanie czynności i zachowań społecznych, zdeterminowanych przez płeć. Jednak skoro dziecko garnie się do pomocy, chyba nie warto mu odmawiać. Jestem przekonany, że zaowocuje to, gdy parę lat później nasz nastoletni syn / córka pomoże nam w prowadzeniu domu i codziennych porządkach, obowiązkach.

Gdy byłem małym chłopcem uwielbiałem siedzieć i przyglądać się jak moja Mama gotuje. Pomagałem ucierać ciasto,  kroić, szatkować warzywa. Obecnie, gdy już jestem dorosły, bardzo lubię gotować. Nie wiem, czy to miało coś wspólnego z doświadczeniami z dzieciństwa, ale na pewno mi one nie zaszkodziły. Trudno mi odnieść się do mężczyzn, bowiem niestety ja i mój ojciec rzadko robiliśmy coś razem. Być może dlatego jako dorosły człowiek nie jestem mistrzem majsterkowania. Ale na szczęście umiem przybić gwóźdź i pomalować ścianę. Zauważyłem, że niestety bardzo często ojcowie robiąc coś wspólnie z dzieckiem, nie mają do niego wystarczającej cierpliwości, nie pozwalają mu samodzielnie przykręcić śrubki, wziąć pędzla i pomalować. A więc, Panowie, apeluję o cierpliwość, bo „czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał” – jak mówi przysłowie. Kiedyś zaobserwowałem u panów pewne zachowanie, które nazwałem syndromem wkrętarki. Gdy mężczyźni robią razem remont, często właśnie ów wkrętarkę wyrywają sobie z rąk. Ten, który jest bardziej obeznany z urządzeniem, puszy się i popisuje. Pół biedy, gdy to tylko amatorskie występy. Pamiętam jak kiedyś w pracy okazało się, że nie jestem mistrzem współczesnego śrubokręta. Zostałem zrugany, przeniesiony na inne stanowisko pracy i uznany za „pod człowieka”. Mój przełożony o mało nie narobił w gacie z ekscytacji, że mógł sobie podnieść samoocenę i przenieść mnie na inny odcinek produkcji.

Na koniec chciałbym odnieść się do tematu bicia dzieci, który jest wielokrotnie poruszany w różnych mediach. Ja jestem przeciwny przemocy wobec dzieci, zdecydowanie przeciwny, chyba, że w sytuacji naprawdę ostatecznej. Przytoczę moją wypowiedz z rodzinnej imprezy. Mój wujek powiedział, że trzeba dać czasami dziecku klapsa gdy jest niegrzeczne, nic mu się przecież nie stanie. A ja się wtedy zapytałem, czy on jest zawsze grzeczny. Uśmiechnął się i odpowiedział mi, że nie. A ja na to, że jak będzie niegrzeczny, dam mu w pysk, najwyżej mu zęby wypadną, poza tym nic mu się przecież nie stanie. Przestał się uśmiechać… ;). Pozdrawiam

1 KOMENTARZ

  1. No tak, też zawsze mnie to denerwowało, a szczególnie jak moje starsze rodzeństwo nie kazało mi się odzywać bo jestem za mała … Dajmy się wypowiedzieć naszym maluchom, one będą szczęśliwe a my nic na tym nie stracimy..

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Wpisz swojeimię