Kajko i Kokosz – Festiwal czarownic

0
479

Komiks – dla zbieraczy

Kajko i Kokosz – Festiwal czarownic

 

 

Wstęp

Oto opowieść o manii wielkości i kompleksie niższości, o magii praktycznej i bezużytecznej, o wrogach starych i całkiem nowych, oto nowe przygody Kajka i Kokosza.
Nowe, bo jeszcze o nich nie pisaliśmy na FD, ale faktycznie znane już równe 30 lat, jeśli ktoś miał okazję czytać ich premierowe wydanie w Świecie Młodych.

Festiwal czarownic zaczął ukazywać się w Świecie Młodych w 1982 roku. Dwa lata później światło dzienne ujrzało wydanie albumowe Krajowej Agencji Wydawniczej. Podobnie jak w przypadku Skarbów MirmiłaCudownego leku, edycja ta była okrojona w stosunku do odcinkowego oryginału: wydawca uznał za niezbędne umieszczenie tytułu na pierwszej stronie, przez co nr 3 i 4 trzeba było wyciąć, a na ich miejsce przesunięto kadr drugi. Edycja Egmontu przywróciła te fragmenty.

Wiwat jubileusz

Mirmiłowo przygotowuje się do obchodów stulecia swego istnienia. To z tej właśnie okazji na pobliskiej Łysej Górze ma odbyć się festiwal: biorące w nim udział czarownice będą konkurować o nagrodę główną – luksusowy jacht.
W celu zdobycia żywności Kajko i Kokosz wraz z Mirmiłem udają się na polowanie, w czasie którego natkną się na potrzebujące pomocy skrzaty. Przygoda ta będzie miała wpływ na przyszłe wydarzenia.
Tymczasem Zbójcerze znów spiskują przeciwko kasztelanowi i jego poddanym. Tym razem udaje się im pozyskać sojusznika, który okaże się groźnym wrogiem dla Mirmiłowian i… dla nich samych.


Na razie jednak rozpoczyna się festiwal. Wydaje się, że nic niespodziewanego nie może się zdarzyć, gdyż przez przypadek udało się zawrzeć z Hegemonem rozejm. Ale ani on, ani jego sojusznik, Walwuch, nie zamierzają próżnować.
Widownia podziwia prezentowane na festiwalu magiczne sztuki i dekokty, ale największe wrażenie jedna z mikstur wywiera na Mirmile. Wydaje się, że kasztelan, cierpiący na kompleksy, nareszcie znalazł sposób na polepszenie swojego samopoczucia. A że jest to sposób magiczny, nie trudno o kłopoty, jak zawsze, gdy magią parają się niepowołane osoby.

Kompleksy…
…i po kompleksach?

Zamiast zakończenia

Tak naprawdę niewiele jest festiwalu w Festiwalu… – z grubsza licząc 5 stron na 40 ogółem. Ale tytułowa impreza w rzeczywistości stanowi tylko punkt wyjścia do dwóch głównych wątków: kolejnej „przygody z czarami” Mirmiła i starcia z Rarogami i Zbójcerzami. Przesłanie zawarte w tym pierwszym motywie wydaje się jasne: nie igrać z magią. Ale to tylko wierzchnia warstwa: śledząc losy Mirmiła, zauważymy, że choć zmienił się fizycznie, w duszy pozostał tym samym zakompleksionym, skłonnym do dramatyzowania kasztelanem. A jeśli nawet na chwilę stał się kimś lepszym, to raczej wtedy, gdy się „skurczył” niż będąc olbrzymem.
Warto czytając (i oglądając!) Festiwal czarownic skupić się na fragmentach, w których występują Zbójcerze. Aż dziw bierze, że ta zbieranina kanalii i tchórzy jeszcze jakoś funkcjonuje! I tylko jeden z nich nazywany jest Ofermą… Gdybyż tylko Mirmiłowianie pod wodzą Kajka i Kokosza wpadli na pomysł, by dla odmiany przejść do ofensywy i przepędzić drani za siódmą górę czy rzekę. Ale, ale… Lepszy znany wróg, swój. A poza tym, jak wyjaśnia Kokosz w epilogu, bez Zbójcerzy byłoby po prostu nudno.
Tak więc Mirmił może znowu pić z normalnego kielicha i nosić swoje zwykłe odzienie, Zbójcerze mogą znowu „zagrażać” jego poddanym – wszystko szczęśliwie wróciło do normalnego stanu. Do następnej części serii…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Wpisz swojeimię