Kajko i Kokosz – Wielki turniej

0
151

Komiks – dla zbieraczy

Kajko i Kokosz – Wielki turniej

Wstęp

„Czasem człowiek zbaranieje, czasem baran ludzką twarz pokaże” – taka myśl przewodnia nasuwa się po przeczytaniu komiksu Janusza Christy Wielki turniej. Jest ona o tyle trafna, że słowo „baran” jest tu odmieniane przez wszystkie przypadki, traktowane mniej i bardziej dosłownie, bowiem te sympatyczne skądinąd zwierzaki odgrywają w kolejnej części przygód Kajka i Kokosza kluczową rolę.
To cecha wspólna wszystkich komiksów serii: wśród postaci drugiego i dalszego planu często pojawiają się zwierzęta, czasem tylko jako komentatorzy wydarzeń, czasem jako ich uczestnicy. Humorystyczny charakter opowiadanych przez Christę historii jest w ten sposób jeszcze bardziej uwypuklony, ale też przypomina o ich baśniowych korzeniach.

Święto Barana

Nowy pomysł Kaprala

Z pierwszych stron Wielkiego turnieju dowiadujemy się, jak wygląda zwykły poranek naszych bohaterów. Kajko i Kokosz, jak na wzorowych wojów przystało, zaczynają dzień od treningu – niechętnie, to prawda, ale ich trener, którym okazuje się być Lubawa, przypilnuje by byli gotowi na potencjalny atak wrogów. Wrogowie tymczasem, czyli Zbójcerze, również nie mają lekko. Hegemon, który zdaje się zawsze wstawać lewą nogą, budzi się głodny i ktoś musi podać mu śniadanie. Nie dziwi fakt, że brakuje ochotników – rozeźlony wódz ma w zwyczaju bombardować posiłkiem nieszczęsnego „wybrańca”. Na szczęście Kapral znajduje w lochach warowni coś, co ma Hegemonowi poprawić nastrój. I chociaż, jak zwykle, nic nie potoczy się tak, jakby sobie tego Zbójcerze życzyli, to zbliżająca się doroczna uroczystość może jeszcze wszystko odmienić.

Mowa o Święcie Barana – z tej okazji odbędzie się w stolicy turniej, do którego wszyscy kasztelani mają wystawić swoich zawodników. Co ciekawe, Zbójcerze także otrzymają zaproszenie na te zawody…

Podobnie, jak było to w przypadku poprzedniej części serii (Szkoła latania), odrębny tytuł pojawił się dopiero w wersji albumowej (podwójny album Szkoła latania/Wielki turniej – KAW’1981). W odcinkach, na łamach Świata Młodych, komiks zatytułowany był po prostu Kajko i Kokosz.

Wyd. I KAW

Przed wydaniem Egmontu, wznowienia albumu podjęła się jeszcze dwa raz Krajowa Agencja Wydawnicza (1986 i 1988), a następnie wydawnictwo Jupi Direct (rok 2000). Jakość tej ostatniej edycji pozostawiała jednak wiele do życzenia.
Jeśli chodzi o różnice między „odcinkowym” oryginałem ze ŚM i wydaniami albumowymi – do wersji albumowej Janusz Christa musiał na nowo narysować półtorej strony. No i, oczywiście, doszła piękna okładka.[/box_light]

Puszka Pandory?

Mirmił, któremu nadchodzące święto już zdążyło przysporzyć stresu (wzmocnionego dodatkowo przez złą magię), wysyła Kajka i Kokosza z misją znalezienia kandydata na reprezentanta w turnieju, czyli mocarnego barana. W tym samym czasie w podobnym celu wyruszają ze swej twierdzy Zbójcerze. Nie trzeba być czarownicą Jagą, żeby przewidzieć, że kiedy woje Mirmiła i podwładni Hegemona podróżują tą samą drogą, nic dobrego z tego nie może wyniknąć.

Jestem z miasta – to widać…

Skoro o przewidywaniu mowa: napuszony prezes krzepy i turniejów, który przybywa do Mirmiłowa z książęcego rozkazu, traktuje swych gospodarzy protekcjonalnie. Mieszczuch (do tego ze stolicy!) niedocenia „prowincjuszy”. Niesłusznie, rzecz jasna. Ten dowcipny fragment komiksu (miny Kajka i Kokosza tłumaczących, co stało się obstawie „prezesa” – bezcenne) można potraktować jako zapowiedź rozwiązania historii. Ot, geniusz prostoty – siła opowieści Christy, nawet jeśli pozbawionych złożoności „Zagubionych”, bierze się z takich „perełek” i owej prostoty (lecz dalekiej od prostactwa!) właśnie.

W Wielkim turnieju znajdujemy wszystko to, za co lubimy całą serię. A kilka elementów zasługuje na szczególną uwagę.
Tematyka albumu, a zwłaszcza kluczowe dla niego barany kuszą, by poużywać sobie i naszpikować go „baranimi” aluzjami. Janusz Christa w kilku miejscach takowe rzeczywiście umieścił, ale zachował przy tym umiar. Nie zbaraniejemy więc, na szczęście, od nadmiaru jagnięciny czy wilków w owczej skórze.
Ciekawym fragmentem komiksu jest koszmar Mirmiła, nie tylko ze względu na treść, ale też (przede wszystkim?) z powodu sposobu, w jaki Christa go „odmalował”.

Koszmar Mirmiła

 

Zegar z jajem

Fabuła wciąga: mamy klasyczny motyw drogi (Kajko i Kokosz chyba nawet na emeryturze podróżowaliby często) i klasyczny dla baśni moralizatorski motyw nagrody za dobre uczynki. Jest też kilka smaczków: tradycyjne nawiązania do bardziej współczesnych realiów, wśród których wiodą prym te w rozdziale rozgrywającym się w stolicy, wynalazki, trochę jak u Flinstone’ów i bojowe pieśni i okrzyki Zbójcerzy, przy których repertuar dzisiejszych kibiców piłkarskich jest jakiś taki nudny i bez polotu*.

Serce może uróść od takich pieśni

Interpretować Wielki turniej można pewnie na wiele sposobów, różnorako analizować, różne morały z jego treści wyciągać. Zamiast jednak interpretować, analizować i cokolwiek wyciągać – my proponujemy po prostu przeczytać. Bo kto nie czyta, ten…

Dumny jak… baran

*W sumie to repertuar ten jest nudny i pozbawiony polotu sam w sobie, bez porównań.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Wpisz swojeimię