WAKACJE nie dla wszystkich dzieci

0
26

Mamy już właściwie połowę wakacji za sobą. Wakacji – czyli czasu poświęconego na odpoczynek i rozrywkę. Czasu na podróże poza miejsce zamieszkania, poznawanie nowych miejsc, ludzi. Czasu radości, swobody, a nawet odrobiny szaleństwa. Tyle teoria, bo w praktyce nie wygląda to wcale tak różowo.

Obserwując rodziny moich znajomych, sąsiadów z przykrością stwierdzam, że większość dzieci w czasie wakacji pozostaje w domu. Z różnych względów, ale oczywiście decydującym czynnikiem okazują się względy finansowe. Wypoczynek kosztuje, a dziś coraz częściej się zdarza, że w domu nie pracuje nie tylko jedno z rodziców, ale i oboje. Wiadomo, że opłacenie wyjazdu to dopiero początek wydatków. Zwykle trzeba jeszcze dokupić mnóstwo drobiazgów niezbędnych podczas wyprawy w góry czy kolonii nad morzem. A to nowe trampki, a to czepek do kąpieli czy kilka nowych koszulek… Biorąc pod uwagę koszty, rodzice wycofują się z wakacyjnych obozów dla swych pociech.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja na wsi. Tam naprawdę niewielki odsetek dzieci może liczyć na letnie wyjazdy. Większość z nich wolny czas poświęca na pomoc w gospodarstwie. No tak, ale czy to można nazwać odpoczynkiem? Jakiś czas temu Gazeta Wyborcza zamieściła reportaż dotyczący dzieci zarabiających podczas wakacji sprzedażą jagód. Wnioski nie były pocieszające. Większość dzieciaków wstaje rannym świtem i często całą rodziną udają się do lasu, aby nazbierać jagód. Potem kilka godzin siedzenia przy drodze, wysłuchiwania uwag kupujących, czasem nawet prób kradzieży – bo przecież dzieciak nie będzie gonił za uciekającym samochodem. Potem powrót do domu, a zarobione pieniądze wędrują do rodzinnej kasy, bo na wszystko brakuje. Nie ma więc mowy o przyjemnościach tylko dla siebie. Miłe?

A jeszcze kilkanaście lat temu sytuacja wyglądała inaczej. Zakłady pracy dysponowały środkami finansowymi na zorganizowanie letniego (czy zimowego) wypoczynku młodzieży. Rodzice otrzymywali spore dofinansowanie i maluchy jechały gromadnie w poszukiwaniu wakacyjnych przygód. Wieczorne dyskoteki, wspólne sypialnie (często wychowawca grupy spał za parawanem), nocne wyprawy do lasu czy tak zwane ‘’śluby kolonijne’’. Zabawy było co niemiara, a i wspomnienia pozostawały na długo w pamięci.

Rodzi się pytanie, jak temu zaradzić? Co zrobić, aby nawet ci rodzice, którzy nie dysponują odpowiednimi środkami ubarwili troszkę wakacje swoim dzieciom? Na pewno trzeba znaleźć trochę czasu na wspólne wyprawy nad rzekę, do lasu, parku. Możemy grać, biegać, wylegiwać się na kocyku, ale wszystko pod jednym warunkiem. Musimy to robić razem. Wtedy nawet zwykły spacer nabiera znaczenia, a dzieci zapominają o dalekich wyprawach. Po co one, jeśli z mamą i tatą jest tak fajnie?

Autor © :  Beata ,  napisz do autora : email


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Wpisz swojeimię