AKADEMIA PANA KLEKSA. Jan Brzechwa.

0
2038

Kochani rodzice, warto przypomnieć sobie opowieść o magicznej szkole pana Kleksa, postawić ją na półeczce gdzieś w okolicach Harrego Pottera i z dumą pomyśleć, że byliśmy pierwsi!

Poszukując egzemplarza tej powieści dla naszego dziecka, wybierzmy wydanie z ilustracjami Jana Marcina Szancera. Klasyczne już w swym wyglądzie i przyciągające wzrok małego czytelnika. Barwna okładka tego wydania ukazuje słynnego profesora, AMBROŻEGO KLEKSA. W czerwonym surducie, sztuczkowych spodniach w kratkę, z nieodłącznymi okularami na nosie. Cóż tam robi przy starym zegarze? Chyba ma przy uchu trąbkę lekarską do osłuchiwania chorych? A zegar? Czyżby był cały w bandażach? No właśnie. Okładka, jak wiemy ma intrygować, zachęcać do czytania. Ta na pewno spełnia swe zadanie.

Ambroży Kleks jest CZARODZIEJEM! Prawdziwym czarodziejem. Jest profesorem w stworzonej przez siebie Akademii. O tyle ekscentrycznej, że jej uczniami mogą być tylko chłopcy o imionach rozpoczynających się na literkę A. Czyli co? Mamy swojską szkołę magii i czarodziejstwa? Mamy!

Szkoła pana Kleksa to miejsce pełne gwaru, ruchu, śmiechu. Wszystko tam może się zdarzyć. Jednego dnia wybieramy się wraz z ADASIEM NIEZGÓDKĄ do bajki o dziewczynce z zapałkami, innego gotujemy zupę z kolorowych szkiełek.

Sam profesor może się na przykład pochwalić umiejętnością czytania cudzych myśli czy latania (zresztą właśnie latając nad stołem podczas obiadu, polewał potrawy smacznym sosem).  Przy pomocy magicznej pompki może on powiększać lub zmniejszać siebie, przedmioty i zwierzęta. Co więcej, słynny nauczyciel kolekcjonował sny swoich uczniów. Chłopcy zbierali je w specjalnych sennych lusterkach.

Dzieci na pewno z przyjemnością przeczytają lub usłyszą tajemnicze opowieści pana Kleksa o księżycowych ludziach czy dowiedzą się, ze jeden z uczniów szkoły był… ale nie zdradzajmy wszystkich sekretów!

AKADEMIA PANA KLEKSA to książka, którą trzeba koniecznie przedstawić swemu dziecku. Mówi ona, że świat wyobraźni jest piękny i warto w nim przebywać. Uczy nas życzliwości i pogody ducha. Pokazuje, że zło istnieje, ale człowiek może sobie z nim poradzić, zwalczyć je.

Aby spróbować magii niezwykłej akademii, zobaczmy czego doświadczył Adaś Niezgódka podczas swej wizyty w pism raju:

‘’Tu przerwał i po chwili rzekł do mnie: – Uważaj! Wchodzimy teraz w ulicę Dręczycieli. Zobaczysz coś ciekawego. Istotnie, ulica ta przedstawiała widok niezwykły. Po obu jej stronach na kamiennych postumentach stali chłopcy w różnym wieku i o rozmaitym wyglądzie. Można było rozpoznać wśród nich synów zamożnych rodziców i synów biedaków, chłopców czystych, starannie ubranych, i umorusanych, rozczochranych brudasów. Każdy z nich kolejno wyznawał psim głosem swoją winę:
– Jestem dręczycielem, gdyż memu psu Filusiowi wybiłem kamieniem oko – mówił jeden.
– Jestem dręczycielem, gdyż mego psa Dżeka wepchnąłem do dołu z wapnem – mówił drugi.

– Jestem dręczycielem, gdyż memu psu Rozetce kazałem zjeść pieprz – mówił trzeci.
– Jestem dręczycielem, gdyż mego psa Rysia szarpałem nieustannie za ogon – mówił czwarty.
W podobny sposób każdy z chłopców przyznawał się ze skruchą do przestępstw popełnionych względem tego lub innego psa. Jak mnie objaśnił Reks, chłopcy, którzy dręczą psy, dostają się do psiego raju podczas snu, po czym wracają do domu w przekonaniu, że wszystko to im się tylko śniło. Jednak po takim pobycie na ulicy Dręczycieli żaden z chłopców nie dręczy nigdy już więcej swojego psa.
Byłem szczęśliwy, że udało mi się uniknąć takiej hańby, chociaż wcale nie byłem znów taki dobry dla mego Reksa i nawet pewnego razu pomalowałem go całego czerwoną farbą.’’

 

Autor © :  Beata ,  napisz do autora : email

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Wpisz swojeimię